Kulisy sporu wokół (Państwowej) Wyższej Szkoły Higieny Psychicznej. Baley kontra Dąbrowski [PL] - Dezintegracja Pozytywna
Dezintegracja Pozytywna > Publikacje różnych autorów > Artykuły > Kulisy sporu wokół (Państwowej) Wyższej Szkoły Higieny Psychicznej. Baley kontra Dąbrowski [PL]

Kulisy sporu wokół (Państwowej) Wyższej Szkoły Higieny Psychicznej. Baley kontra Dąbrowski [PL]

Teresa Rzepa, Instytut Psychologii US w Szczecinie

Artykuł porusza temat narodzin i historię ruchu higieny psychicznej w Polsce i na świecie oraz przedstawia sprawę różnic między „teoretykami i praktykami” w ramach ruchu z uwzględnieniem konfliktu na linii Stefan Baley i Kazimierz Dąbrowski.

THE INSIDE STORY OF THE DISPUTE CONCERNING THE HIGHER SCHOOL OFMENTAL HYGIENE. BALEY VERSUS DĄBROWSKI

 

Abstract. The following issues are discussed in this article: (1) the birth and development of the mental hygiene movement in Poland and worldwide; (2) the history of the Higher School of Mental Hygiene; (3) the essence of the conflict concerning the existence of this school; the roots of this conflict reach the „theorists practitioners” opposition in psychology and also understanding of the profession of psychologists. I use the unknown documents, prepared by Stefan Baley and (indirectly) by Kazimierz, Dąbrow­ski, who were the opponents in the dispute.

 

Twórcą i pomysłodawcą najpierw lokalnego, a następnie światowego ruchu higieny psychicznej był Clifford Whittingham Beers (1876-1943), absolwent Yale i obiecujący finansista w branży ubezpieczeniowej (Dain, 1980; Fried­man, 2002). W 1900 roku doznał on dotkliwej traumy po śmierci brata, od lat chorującego na padaczkę. Pod wpływem dramatycznych przeżyć usiłował po­pełnić samobójstwo. Rzucił się z czwartego piętra, lecz – mimo poważnych obrażeń – przeżył. Po tragicznym epizodzie został umieszczony w szpitalu psy­chiatrycznym, gdzie zdiagnozowano u niego chorobę afektywną dwubieguno­wą, z urojeniami prześladowczymi i wielkościowymi. Trzyletnie pobyty w różnych szpitalach pozwoliły Beersowi na zgromadzenie wielu obserwacji na te­mat funkcjonowania placówek tego typu, a zwłaszcza – na dokonanie oceny pracy psychiatrów, personelu pielęgniarskiego i pomocniczego. Sformułowana przez niego „diagnoza”, obszernie udokumentowana doświadczonymi na sa-mym sobie lub zaobserwowanymi przykładami ze szpitalnego życia, była druz­gocąco negatywna. Najpierw przesłał ją w formie rękopisu ówczesnym autorytetom naukowym. Z jego raportem zapoznał się nawet William James (1842-1910) oraz szwajcarsko-amerykański psychiatra – Adolf Meyer (1866-1950). To właśnie oni uznali relacje Beersa za autentyczne i szczere, a jego propozyc­je poprawy sytuacji pacjentów leczonych psychiatrycznie ocenili jako przemy­ślane i godne wprowadzenia w życie. Dlatego uczynili wszystko, co możliwe, aby przedstawiony im rękopis został jak najszybciej opublikowany.

 

W 1908 roku ukazała się wstrząsająca książka (z przedmową napisaną przez Jamesa), pt. A mind that found itself, która ujawniła „nagą prawdę” o rzeczywistości szpitali psychiatrycznych: nieludzkie cierpienia pacjentów, beznadzieję ich egzystencji, okrutne metody leczenia, agresję i wrogość kiep­sko opłacanych, sfrustrowanych i niewyszkolonyeh pielęgniarek i pielęgniarzy, obojętność i znieczulicę psychiatrów (Beers, 1981). Szóstego maja tego samego roku, podczas spotkania kilku wpływowych osób w domu Beersa, powołano Towarzystwo Higieny Psychicznej. Jednym z jego założycieli był wspomniany Adolf Meyer, twórca nazwy Towarzystwa. Natomiast Beers nakreślił główne zadania stawiane przed nowym ruchem. Najważniejszym celem ruchu było zrewolucjonizowanie lecznictwa psychiatrycznego. Przede wszystkim chodziło o podjęcie narodowej (a nawet światowej) walki na rzecz poprawy leczenia i            opieki nad chorymi psychicznie oraz zminimalizowania stereotypowych prze­konań o tym, iż pacjent psychiatryczny musi być naznaczony swą chorobą aż do śmierci i że nigdy nie zdoła powrócić do normalnego życia. Ponadto bardzo ważny postulat dotyczył znaczącej roli środowiska społecznego w procesie le­czenia chorych psychicznie oraz profilaktyki zdrowia psychicznego, nazwanej właśnie „higieną psychiczną”. Ponieważ do realizacji tych postulatów nie­zbędny był wyszkolony personel, rozumiejący głęboki sens swojej pracy, więc pomyślano także o powołaniu odpowiedniej szkoły wyższej. Jak widać, od po­czątku istnienia ruchu higieny psychicznej jego założycielom i zwolennikom nie chodziło o realizację spektakularnych „akcji”, lecz o systematyczne i wy­trwałe działania polegające na zapewnieniu zdrowia psychicznego ogółowi społeczeństwa.

 

Zarówno sukces wartościowej książki Beersa, jak i odkrywcze a zarazem życiowe idee i postulaty Towarzystwa Higieny Psychicznej oraz poparcie ze strony powszechnie uznanych autorytetów, skłoniły liczące się fundacje (np. Rockefellera) i majętne osoby prywatne do podjęcia ofiarnych działań na rzecz ruchu. I tak, w 1909 roku powstał Narodowy Komitet Higieny Psychicznej, w którym funkcję sekretarza pełnił (do 1939) Clifford Beers. Wykazał się on bezgranicznym zaangażowaniem w propagowanie wszelkich form działalności ruchu, zwłaszcza – zakładania nowoczesnych poradni i klinik dla dzieci i mło­dzieży. Z jego (między innymi) inspiracji, w 1930 roku odbył się w Waszyngto­nie międzynarodowy kongres poświęcony zdrowiu psychicznemu i inauguru­jący rozwój ruchu higieny psychicznej na światową skalę. W 1913 roku zało­żono Harvard School of Public Health – szkołę wyższą wywodzącą się z tak znaczącej uczelni, jak Massachusetts Institute of Technology i nastawioną na kształcenie specjalistów w zakresie zdrowia publicznego i jego higieny. Wkrótce (w 1931 roku) powołano Międzynarodową Fundację na rzecz Higieny Zdrowia Psychicznego. Trzeba zatem przyznać bez ogródek, iż Beers – były pacjent szpitali psychiatrycznych – uczynił niepomiernie więcej dla życia i zdrowia sobie podobnych aniżeli wielu sfrustrowanych i zniechęconych psy­chiatrów.

 

 

DĄBROWSKI I RUCH HIGIENY PSYCHICZNEJ

 

Niewątpliwie to Kazimierz Dąbrowski (1902-1980) wniósł do międzywojennej Polski idee ruchu higieny psychicznej, rozumianej głównie jako działalność profilaktyczna, tj. umiejętność zachowania i utrzymania zdrowia psychicz­nego, zapobiegania jego możliwym zaburzeniom lub pogorszeniu zaburzeń już istniejących (Instytut, 1937). Zanim jednak przedstawię informacje rzucające pewne światło na spór wokół (Państwowej) Wyższej Szkoły Higieny Psychicz­nej jako „białej plamy” w historii polskiego ruchu higieny psychicznej, kilka słów pozwalających na odróżnienie go od psychiatrycznej „białej plamy”, czyli od rozwijanego równolegle (w Polsce i w Europie) nurtu eugenicznego, zwa­nego również, myląco, „higieną psychiczną”.

 

Dziś już wstydliwy i przemilczany międzywojenny epizod w dziejach (nie tylko) polskiej nauki i kultury wiąże się z – nietrudną do wyjaśnienia, gdy wziąć pod uwagę Zeitgeist panujący w Europie po pierwszej wojnie światowej – fascynacją ideami eugeniki, zapoczątkowanej przez Francisa Galtona (1822-1911). Przekonanie o konieczności sterowania dziedziczeniem najlepszych cech charakteryzujących genialnych synów i córki danego społeczeństwa, z jednoczesnym uniemożliwianiem posiadania potomstwa osobom „niepełno-wartościowym”, było naówczas nie tylko bardzo modne, lecz również – rozu­miane jako nadzwyczaj postępowe i zapewniające rozkwit całego narodu. W ten sposób eugeniczne idee traktowało około 10 tysięcy członków Polskiego Towarzystwa Eugenicznego (PTE), założonego w 1922 roku na fundamencie stowarzyszenia do walki z chorobami wenerycznymi. O wysokiej randze PTE i popularności jego postulatów dobitnie świadczy to, iż do organizacji należeli czołowi reprezentanci ówczesnych elit, np. literaci i publicyści (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Tadeusz Boy-Żeleński, Henryk Nusbaum), antropolo­dzy (Maria i Kazimierz Stołyhwowie, Jan Mydlarski), ministrowie zdrowia i lekarze (Tomasz Janiszewski, Witold Chodźko, Jan Mazurkiewicz, Wiktor Ratka, Leon Wernic, Ludwik Hirszfeld, Witold Łuniewski), działaczki orga­nizacji kobiecych (Teodora Męczkowska, Zofia Daszyńska-Golińska, Eugenia Waśniewska, Julia Świtalska) (Gawin, 2003, 2004; Rybak, 2009). Jednym z ważniejszych reprezentantów nurtu eugenicznego był Oskar Bielawski (1891-1973), wydawca i redaktor czasopisma (o mylącym tytule) Higiena Psy­chiczna, które ukazywało się w latach 1935-1938.

 

Po ukończeniu studiów medycznych w Dorpacie i Odessie, Bielawski pracował najpierw (1919-1929) w podgnieźnieńskiej „Dziekance”, a następnie piastował stanowisko dyrektora w kościańskim szpitalu psychiatrycznym. To prawda, że w Kościanie zasłynął jako rewolucyjny reformator dotychczaso­wych – przerażających i nieludzkich – zwyczajów i warunków przetrzymywa­nia chorych psychicznie. Nakazał likwidację krat w oknach, zniósł izolatki, wprowadził system „otwartych drzwi”, zabronił używania kaftanów bezpie­czeństwa, zamieniając tym samym „parszywy zakład” w sanatorium znane ze stosowania tak nowoczesnych metod leczenia, jak lansowana przez psycho­analityków hipnoza, wodo-, światło- czy elektrolecznictwo (Rybak, 2009). Tym niemniej, w pierwszym numerze (z 1935 roku) wspomnianego czasopisma zaakceptował publikację projektu „eugenicznego”, zbliżonego do przyjętych przez III Rzeszę ustaw rasowych (m.in. o ochronie niemieckiej krwi). We wstępie do owego projektu znajduje się opinia, że dzięki rzeczonym ustawom niemieckie państwo odważnie wprowadza w życie idee pozytywnej „higieny rasowej”, likwidując bądź co najmniej sterylizując „społecznie nieprzydane jednostki”.

 

Autorem projektu eugenicznych wdrożeń był Leon Wernic (1870-1953), wenerolog oddany walce o higieniczny styl życia i (od około 1900 roku) prze­konany o wyłącznie pozytywnych efektach sterowania „materiałem ludzkim”. W 1907 roku zgłosił on propozycję wprowadzenia ustawowego zakazu zawie­rania małżeństw przez osoby cierpiące na choroby uznawane wówczas za dzie­dziczne (np. padaczka, gruźlica, ślepota, wszystkie choroby psychiczne, głu­chota, alkoholizm, niedorozwój umysłowy), gdyż ich dzieci mogłyby nadal „zatruwać” zdrową tkankę społeczną. Tuż po odzyskaniu niepodległości, w 1918 roku, Wernic zorganizował pierwszy zjazd polskich eugeników, którzy przedłożyli rządowi petycję dotyczącą wprowadzenia prawa zezwalającego na przymusową sterylizację nieuleczalnie chorych i przestępców w celu „hamowa­nia niepożądanego rozrodu” oraz prawa do występowania o pomoc finansową przez „wartościowe eugenicznie jednostki” (Gawin, 2004). Zatem Wernic był odpowiednio przygotowany do sporządzenia projektu postępowania wobec „skarlałych” obywateli i tym bardziej wiarygodny, że piastował wówczas funk­cję prezesa Polskiego Towarzystwa Eugenicznego.

 

Tekst napisany przez Wernica został odpowiednio usankcjonowany przez Bielawskiego, który w artykule otwierającym Higienę Psychiczną wskazał na starożytne korzenie eugeniki i na jej główne cele, do których zaliczył ochronę ludzkości przed cierpieniem oraz dbałość o zmniejszanie „ilości bezwartościo­wego potomstwa”. Projekt Wernica został również usankcjonowany przez członków komitetu redakcyjnego, do którego należeli bardzo znani psychiatrzy i psychologowie. Warto wypisać ich nazwiska, choćby po to, by pełną odpowie­dzialnością za ów projekt nie obciążać jedynie Wernica i Bielawskiego. Byli to więc: Eugeniusz Artwiński, Stefan Baley, Bronisław Biegeleisen, Stefan Boro­wiecki, Witold Łuniewski, Jan Nelken i Henryk Zajączkowski. Ten wątek w dziejach polskiej psychiatrii nadal czeka na dokładne zbadanie.

 

Natomiast nurt higieny psychicznej przeniesiony do Polski przez Dąbrow­skiego miał zupełnie inny charakter (Rzepa, Dobroczyński. 2009). Z perspek­tywy czasu widać, że Dąbrowski był wyjątkowo dobrze przygotowany do jego rozpropagowania i wdrożenia. W 1929 roku uzyskał bowiem w Genewie dokto­rat w zakresie medycyny ze specjalizacją psychiatryczną (pod kierunkiem Francoisa Naville’a), a w 1931 – w Poznaniu – w zakresie psychologii (pod kierunkiem Stefana Rłachowskiego). Ponadto, podczas stypendialnego pobytu w Genewie, w latach 1928-1930, odbył liczne staże i studia podyplomowe w zachodnioeuropejskich klinikach psychiatrycznych. Tam po raz pierwszy zetknął się z ruchem higieny psychicznej i odtąd stał się jego oddanym zwolen­nikiem i działaczem. Z inspiracji Dąbrowskiego, już w 1930 roku powołano w Warszawie Tymczasowy Komitet Higieny Psychicznej. Następnie, w 1933 roku, w Ministerstwie Opieki Społecznej utworzono referat higieny psychicz­nej oraz Sekcję Higieny Psychicznej Państwowej Naczelnej Rady Zdrowia. Dwa lata później powołano Polską Ligę Higieny Psychicznej.

 

W 1934 roku Dąbrowski otrzymał stypendium z Fundacji Rockefellera, kierujące go do wspomnianej Harvard School of Public Health. W tym czasie szkoła nie tylko aktywnie krzewiła idee higieny psychicznej, lecz również pro­wadziła liczące się w świecie badania naukowe nad zdrowiem publicznym i jego reformami. Warto również nadmienić, iż w 1922 roku – dzięki poważ­nemu grantowi z Fundacji Rockefellera – szkoła uniezależniła się od Massa­chusetts Institute of Technology i odtąd wchodziła w skład Harvard University, jednocześnie współpracując ze szpitalami i klinikami uznającymi wartość i potrzebę rozwijania ruchu higieny psychicznej. Tak więc Dąbrowski mógł dosłownie „u źródeł” zapoznać się z założeniami ruchu i nabyć odpowiednich umiejętności praktycznych i organizacyjnych – tym bardziej że jego podróż i pobyt oraz czesne za szkołę i za uczestnictwo w badaniach klinicznych były finansowane przez tę samą Fundację.

 

Podczas pobytu w Stanach Dąbrowski odbył także staż w klinice działają­cej przy John Hopkins University i kierowanej przez wówczas już bardzo ce­nionego Adolfa Meyera. Poza tym uczestniczył w badaniach prowadzonych w bostońskiej klinice dla dzieci z zaburzeniami emocjonalnymi i zaburzeniami zachowania, kierowanej (w latach 1917-1947) przez Williama Healy’ego (1869-1963). Ta placówka była z kolei wspierana przez zamożnych inwestorów, sku­pionych wokół Fundacji Bakera, również zainteresowanej rozwojł już wtedy słynnym psychiatrą dziecięcym i badaczem przyczyn wczesnodziecięcych kryzysów psychicznych, niepowodzeń szkolnych oraz wykroczeń przeciw normom społecznym i prawnym. Był także szanowany za uruchomienie w Chicago, w 1909 roku, pierwszej na świecie poradni klinicznej dla dzieci. Od tego dyrektora bostońskiej kliniki, ściśle współpracującego z Adolfem Meyerem i uznającego wartość psychoanalizy, przejął Dąbrowski naukę nie do przecenienia, a mianowicie – ideę całościo­wego podejścia do pacjenta. Healy, którego zainteresowania koncentrowały się głównie wokół problematyki przestępczości dzieci i młodzieży, głosił poglądy obalające dotychczasowe stereotypy i wyobrażenia, jakoby każdy czyn prze­stępczy można wyjaśnić w odwołaniu do jednego, dominującego czynnika, np. upośledzenia umysłowego, wady charakterologicznej, ubóstwa, dziedziczenia. Healy odrzucał jednostronne podejście do problemu i dowodził, że zwykle cho­dzi o wiele czynników determinujących zaburzenia osobowości, nierozwiązane konflikty psychiczne, nieprawidłowe relacje wewnątrzrodzinne, wadliwe wczes-nodziecięce więzi z matką itp. (Healy, Alexander, 1935).

 

Ze Stanów Zjednoczonych Dąbrowski powrócił nie tylko z przeświadcze­niem o ogromnej wartości społecznej ruchu higieny psychicznej, lecz także z zapewnieniem ze strony zarządu Fundacji Rockefellera o możliwości finanso­wego wsparcia wszelkich poczynań podjętych na rzecz ruchu. Kiedy zatem doprowadził do powołania odpowiednich instytucji, a zwłaszcza – w 1935 roku – Polskiej Ligi Higieny Psychicznej, której został sekretarzem (podobnie jak Beers w USA), pozyskał z Fundacji odpowiednio wysoki grant. Dzięki tej dota­cji niemal natychmiast utworzono (na podstawie zarządzenia Ministerstwa Opieki Społecznej, z 17 lipca 1935 roku) Instytut Higieny Psychicznej, lokując go w Warszawie, przy ulicy Puławskiej 91. Dyrektorem Instytutu został Ka­zimierz Dąbrowski, który bardzo szybko powołał i wstępnie przeszkolił perso­nel, wywodzący się ze środowiska medycznego, psychologicznego i pedagogicz­nego. Niemal od razu pracownicy Instytutu przystąpili do badań i udzielania porad w zakresie higieny psychicznej, dysponując nowoczesnymi i bardzo dobrze wyposażonymi laboratoriami. Odbywali pogadanki w szkołach, w po­radniach psychologicznych i zawodowych, w zakładach leczniczych i wycho­wawczych. Przygotowywali broszury propagujące idee ruchu oraz uczestni­czyli w zakładaniu nowych instytutów higieny psychicznej na terenie całego kraju (Rzepa, 1999a, 1999b).

 

Nic dziwnego, że wkrótce – przy tak błyskawicznie rozszerzającej się działalności „psychohigienistów” – pojawiła się nader pilna potrzeba wypeł­nienia narastającej luki kadrowej. Powołano więc cykliczne kursy dokształca­jące dla lekarzy, pedagogów, psychologów, pielęgniarek i nauczycieli. Jednak ta inicjatywa nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Brakowało zwłaszcza psychologów, których nieliczne grupy kończyły studia w czterech ówcześnie działających uniwersytetach. Ponadto w środowisku „higienistów” panowało przekonanie, poparte obserwacjami z codziennej pracy zawodowej, iż absol­wenci psychologii uniwersyteckiej są z reguły „przeteoretyzowani” i mają wy­raźne braki w zakresie umiejętności praktycznych oraz podstawowej wiedzy medycznej. Przy tak niskiej ocenie poziomu przygotowania zawodowego ab­solwentów psychologii jako logiczne jawiło się rozwiązanie – zapewne wzoro­wane na doświadczeniach Dąbrowskiego wyniesionych z Harvard School – dotyczące powołania samodzielnej szkoły kształcącej wyspecjalizowane kadry psychohigienistów. Zasadniczy motyw jej utworzenia został sformułowany następująco: „Aby możliwa była realizacja nowego programu szkolenia medyczno-psychologicznego, który nie mógł się zmieścić w ustalonych ramach szkolenia uniwersyteckiego” (Osiński, 1973, s. 99)

LOSY (PAŃSTWOWEJ) WYŻSZEJ SZKOŁY HIGIENY PSYCHICZNEJ

Dąbrowski kilkakrotnie występował do ówczesnych władz oświatowych z pro­pozycją utworzenia profesjonalnej szkoły dla higienistów, z prawem dokształ­cania lekarzy w zakresie higieny psychicznej w ramach studiów podyplomo­wych. Niestety, każdorazowo spotykał się z odmową. Wybrał zatem inną drogę. 27 lipca 1937 roku zarejestrował Koło Przyjaciół Instytutu Higieny Psy­chicznej. Głównym celem stowarzyszenia było wspieranie wszelkich działań podejmowanych przez Instytut (Wyższa Szkoła, fb.d.]): od wydawania ulotek, broszur i publikacji naukowych poprzez zakup (w 1939 roku) 50-hektarowego majątku w Zagórzu pod Warszawą do wybudowania tam nowoczesnego sanatorium dla chorych na nerwice oraz tzw. zameczku, w którym mieścił się dom pracy twórczej dla organizatorów ruchu higieny psychicznej i w którym zamieszkał Dąbrowski z rodziną. Na zakupionym terenie znajdowało się kilka zabytkowych budynków, między innymi dawne sanatorium przeznaczone dla warszawskich elit czy pałacyk „Wyraj”, w którym swego czasu zamieszkiwała Maria Rodziewiczówna (Kałuszko, 2001). Dąbrowski polecił je wyremontować. Prac budowlanych i remontowych nie przerwano nawet po wybuchu wojny i dlatego już w 1940 roku do szpitala przyjęto pierwszą grupę dzieci. Jedno­cześnie Dąbrowski wystarał się u władz okupacyjnych o dokument stwier­dzający, że zagórzański zakład leczniczy jest niezbędny do utrzymania zdro­wia i higieny psychicznej warszawiaków (Kałuszko, Ajdacki, 2006).

 

Po zamknięciu przez Niemców (w 1939 roku) Instytutu Higieny Psychicz­nej, jego majątek, kadry, część pacjentów oraz zajęcia w ramach studiów i kursów dokształcających przeniesiono do Zagórza. Warto nadmienić, że przez całą okupację Kazimierz Dąbrowski i personel obsługujący zakłady leczniczo-wychowawcze (także w Miedzeszynie i Józefowie) współpracował z władzami podziemnymi, udzielając schronienia nie tylko ofiarom wojny, lecz także do­wódcom (Stefan Rowecki, Michał Karaszewicz-Tokarzewski) i żołnierzom Ar­mii Krajowej, uciekinierom z getta warszawskiego, konspirującym lekarzom i księżom. Jesienią 1942 roku Dąbrowski został aresztowany przez gestapo, lecz po kilku miesiącach zwolniono go (Gawroński, 1989).

 

Od przeniesienia się do Zagórza kontynuowano (według przedwojennych programów) kursy dla kadry medycznej i psychologicznej, przekształcone w 1942 roku w Studium Higieny Psychicznej i Psychologii Stosowanej (Osiń­ski, 1973; Grzywak-Kaczyńska, 1974). Podziemne władze państwowe bez pro­blemu zarejestrowały Studium i nadały mu status szkoły wyższej (Memoriał, 1946). Wiadomo, że podczas okupacji zajęcia prowadziło dziewięciu wykładow­ców, powiązanych w okresie międzywojennym (podobnie jak Dąbrowski) z pry­watną czterowydziałową szkołą wyższą – Wolną Wszechnicą Polską, założoną w 1918 roku. Zagórzańskimi wykładowcami byli między innymi: psycholog – Maria Grzywak-Kaczyńska; pedagog – Sergiusz Hessen; higienista i bliski współpracownik Rudolfa Weigla, wynalazcy szczepionki przeciw durowi pla­mistemu – Piotr Radło; współtwórca polskiej neurochirurgii – Adam Kunicki.

 

Do wybuchu powstania warszawskiego studiowało tam około 30-40 studentów Naukę wznowiono na przełomie lutego i marca 1945, jeszcze w Zagórzu, ale inauguracja roku akademickiego 1945/1946, w której uczestniczyło 120 stu­dentów, odbyła się 5 listopada w gmachu Państwowego Instytutu Higieny Psychicznej (Memoriał, 1946; Państwowy Instytut, 1947; Rzepa, 1999b).

 

Rozporządzenie ministerialne z czerwca 1945 roku zmieniło nazwę Stu­dium na Wyższą Szkołę Higieny Psychicznej i ustanowiło ją jako podległą roz­porządzeniom ministra zdrowia (Gawroński, 1989). Jednocześnie przedłożono władzom państwowym następujące dokumenty: memoriał, projekt statutu „Państwowej Akademickiej Szkoły Higieny Psychicznej” oraz programu stu­diów (Materiały, 1946). Dokumenty te podpisał (z upoważnienia grona na­uczycielskiego) Mieczysław Michałowicz (1876-1965), pediatra, profesor Uni­wersytetu Warszawskiego i jego rektor w latach 1930-1931, wykładowca w powojennej Akademii Medycznej i rektor (Państwowej) Wyższej Szkoły Hi­gieny Psychicznej. Nie bez znaczenia dla zmiennych losów (P)WSHP było to, iż Michałowicz zasiadał w senacie II RP i był posłem do powojennej Krajowej Rady Narodowej oraz do Sejmu Ustawodawczego, a także – współzałożycielem i prezesem Rady Naczelnej Stronnictwa Demokratycznego (1945-1949) oraz wolnomularzem (loża Wolność Przywrócona) (Dzieje, 1982; Wiśniewski, 2005).

 

Z argumentów przedstawionych w memoriale sygnowanym przez Micha­łowicza nasuwał się jednoznaczny wniosek: „Pożądane jest więc umożliwienie Szkole istnienia samodzielnego i rozwijania się swobodnego” (Materiały, 1946, s. 3). Najpierw nikt nie śmiał się sprzeciwić temu wnioskowi, choćby ze względu na autorytet Michałowicza i jego zaplecze polityczne. Tuż po wojnie Instytut i Szkoła przeżywały zatem swe najlepsze lata. Nie ma w tym niczego zaskakującego. Wystarczy zdać sobie sprawę ze składu ówczesnego rządu. Szczególnie istotne są tu powiązania rektora Michałowicza z wysokimi rangą urzędnikami, zwłaszcza z ministrem zdrowia – Tadeuszem Michejdą (1879-1956), lekarzem, powstańcem śląskim, również senatorem II RP z ramienia Narodowej Partii Robotniczej (przekształconej po wojnie w Stronnictwo Pracy), a także działaczem i członkiem prezydium Stronnictwa Demokratycz­nego. Właściwie do pierwszych, sfałszowanych wyborów do Sejmu Ustawo­dawczego (19 stycznia 1947 roku), można było w Polsce — zgodnie z sowiecką podstępną strategią „pieriedyszki” — mówić i działać w miarę normalnie, tj. pozornie bez komunistycznego kagańca i bata. Ponadto wystarczy zdać sobie sprawę z wkładu Dąbrowskiego w organizację ruchu higieny psychicznej w Polsce, zwłaszcza ze zdobycia ogromnych funduszy na powołanie, rozwój i wieloletnie funkcjonowanie licznych oraz świetnie wyposażonych ośrodków i poradni, na stworzenie mnóstwa miejsc pracy dla absolwentów uczelni me­dycznych i uniwersytetów. Wystarczy także pomyśleć o tym, ile Dąbrowski uczynił dla Polski podziemnej i jej zbrojnych struktur, dla rzeszy uczonych i wykładowców ukrywających się przed okupacyjnymi władzami, dla zwykłych ludzi i dzieci potrzebujących pomocy. Prócz tego warto uwzględnić powojenny stan świadomości narodowej i bardzo silną motywację do odbudowy wszyst­kiego, co było dobre, pożyteczne i korzystne przed 1939 rokiem.

 

Dzięki splotowi wymienionych czynników, sprzyjających istnieniu i roz­wojowi Instytutu oraz Szkoły, w 1946 roku Dąbrowski zorganizował w Zagó­rzu Zjazd Naukowy Higieny Psychicznej, z udziałem przedwojennych sław: lekarzy, psychologów, pedagogów, filozofów, polityków i działaczy społecznych. Z jego inspiracji w 1947 roku zwołano w Państwowym Instytucie Higieny Psy­chicznej naradę, w której uczestniczyli znani psychologowie i wysokiej rangi urzędnicy ministerialni. We wnioskach z narady podkreślono słuszność i celo­wość dalszego rozwoju ruchu higieny psychicznej oraz poparto sprawę istnie­nia Szkoły, choć – jako wyższej szkoły zawodowej (Rzepa, 1999b). XXI Zjazd Psychiatrów Polskich (24-26 maja 1947), który odbył się w Lodzi i w Kocha­nówce, również podkreślił konieczność istnienia i rozwoju ruchu higieny psy­chicznej, wręcz nakazując jego intensyfikację (Materiały, 1947). Warto też odnotować, że w 1948 roku Dąbrowski zdołał jeszcze wyjechać (jako stypendy­sta Fundacji Forda) do Stanów i do Francji (Gawroński, 1989).

 

Jednak już od końca 1948 roku, kiedy de facto przestały istnieć organiza­cje niedostatecznie przesiąknięte ideologią komunizmu i czołobitnością dla wszystkiego co sowieckie, ruch higieny psychicznej i jego placówki stały się nieznośną i drażniącą „solą w oku” władz państwowych, działających pod dyk­tando PZPR. Odtąd ruch higieny psychicznej i jego placówki traktowano coraz jawniej jak „bękarta” i wymysł burżuazyjnych mocarstw, z którymi właśnie wkraczano na zimnowojenną drogę. Tak więc w październiku 1948 wstrzyma­no zapisy na pierwszy rok studiów. 22 grudnia 1949 roku, na podstawie roz­porządzenia nr 534, PWSHP przekształcono w szkolę zawodową pod nazwą Wyższa Szkoła Higieny Psychicznej. Miała ona nadal podlegać ministrowi zdrowia. Jednocześnie (rozporządzenie nr 535, z 22 grudnia 1949) zlikwido­wano PIHP, przekazując na skarb państwa cały jego majątek (Rzepa, 1999a, 1999b).

 

W maju 1950 roku rozwiązano Polskie Towarzystwo Higieny Psychicznej, a Dąbrowskiemu nakazano objąć kierownictwo szpitala psychiatrycznego w Świeciu. Wkrótce aresztowano go i jego żonę na 18 miesięcy. Tuż po wyjściu z więzienia, Dąbrowski otrzymał nakaz pracy w szpitalu psychiatrycznym w Kobierzynie. Ostatecznie, w 1952 roku (rozporządzenie z 29 listopada) zli­kwidowano WSHP, a jej majątek przekazano warszawskiej Akademii Medycz­nej. Na skutek kolejnych decyzji ministerialnych poradnie higieny psychicznej przekształcono w „przychodnie zdrowia psychicznego”; zakłady istniejące na terenach zagórzańskich zamieniono na „sanatoria neuropsychiatrii”; a porad­nie zawodowe przemianowano na „poradnie zawodowo-wychowawcze”, prze­kazując je ministerstwu oświaty. Zlikwidowano także drukarnię Instytutu, a część już wydrukowanych skryptów po prostu przemielono.

 

Na marginesie warto dodać, że uczestnicy zjazdów i narad psychiatrycz­nych (z udziałem psychiatrów zza wschodniej granicy), a zwłaszcza – Krajowej Narady Psychiatrów w Pruszkowie (13-15 września 1952), przede wszystkim bezwstydnie wychwalali psychiatrię radziecką, przeciwstawiając ją „wstecznej i zbrodniczej”, „antyhumanitarnej i faszyzującej” psychiatrii amerykańskiej, a w uchwalonej rezolucji ostro potępili działalność PIHP i samokrytycznie nawoływali się do „twórczego i bojowego rozwoju pawlowizmu” w polskiej nauce (Herczyński, Herczyńska, 2005). Potępiono także działalność Głównej Poradni Zdrowia Psychicznego, koordynującej pracę poradni istniejących w poszcze­gólnych miastach. Ostatecznie odebrano tej placówce wszelkie funkcje, powie­rzając je Instytutowi Psychoneurologicznemu, powołanemu na bazie szpitala psychiatrycznego w Tworkach.

 

W tym miejscu trzeba stwierdzić, iż los, jaki spotkał wszystkie instytucje powiązane z ruchem higieny psychicznej i z Kazimierzem Dąbrowskim, nie jest – w świetle wiedzy o powojennych dziejach Polski – czymś zaskakującym. Każda dziedzina nauki i każde liczące się środowisko miało bowiem swego Bieruta i/lub Stalina w garniturze uszytym z tez dialektyki marksistowsko–leninowskiej. Jednakże w przypadku (P)WSHP „białą plamą” jest postawa ówczesnych autorytetów psychologicznych wobec istnienia tej Szkoły oraz strategia jej obrony przyjęta przez Dąbrowskiego i związanych z nim uczo­nych. Oczywiście, ogólny podtekst tej sprawy jest całkowicie jasny. Wszak chodzi o odwieczny spór między „teoretykami” a „praktykami” reprezentują­cymi nauki o człowieku. Jak wiadomo, spór ten pozostaje nierozstrzygalny ze względu na twierdzenie o niepodzielności człowieka, a co za tym idzie — o nie­podzielności nauk, których przedmiotem zainteresowania jest właśnie czło­wiek. Stąd też konflikt, który rozgorzał wokół odrębnej szkoły wyższej kształ­cącej psychohigienistów („praktyków”) jako konkurencyjnej dla uniwersytetów kształcących „teoretyków”, ma charakter pułapki psychologicznej, w którą wpadły obie jego strony, ponieważ dostrzegały wyłącznie „lepszość” i „wyż­szość” albo praktyki, albo teorii.

 

ŚRODOWISKO UNIWERSYTECKIE WOBEC SZKOŁY I DĄBROWSKIEGO

 

Z zachowanych dokumentów, zdeponowanych w Archiwum Polskiej Akademii Nauk. wynika, że państwowe władze oświatowe mniej więcej od połowy 1946 roku przygotowywały się do podjęcia odpowiednich kroków wobec ruchu hi­gieny psychicznej i jego placówek, a zwłaszcza – wobec (P)WSHP. Działania władz polegały na prowokowaniu wybranych autorytetów naukowych oraz uniwersyteckich ciał kolegialnych do sporządzania pisemnych opinii i podej­mowania uchwał na temat formalnych podstaw istnienia i przydatności Szko­ły, wartości jej programu i wykładowców oraz umocowania Szkoły w struktu­rach ministerialnych, a także — jej relacji do innych szkół wyższych. Od razu warto jasno powiedzieć, że „krucjatę” przeciwko Szkole zorganizowało ministerstwo oświaty, natomiast ministerstwo zdrowia wspierało ideę jej po­wołania i utrzymania jako samodzielnej placówki edukacyjnej. Warto także podkreślić, że w latach 1945-1948 pozycja ministra zdrowia była znacznie sil­niejsza niż ministra oświaty oraz przypomnieć, że ówczesnym ministrem zdrowia był przyjaciel i partyjny kolega rektora (P)WSHP.

 

Analizę dokumentów warto rozpocząć od wspomnianych już materiałów, przedłożonych powojennym władzom przez Mieczysława Michałowicza, gdyż to one stały się podstawą tytułowego sporu, zakończonego likwidacją (P)WSHP. Punktem wyjścia i kluczowym argumentem memoriału wzywają­cego do utworzenia Szkoły było wskazanie na „katastrofalny” brak fachowców w zakresie higieny psychicznej, wynikający zarówno z poniesionych strat wo­jennych, jak i niewystarczającego przygotowania psychologów przez Uniwer­sytet Warszawski, kształcący właściwie tylko „psychologów szkolnych”. Tym­czasem zewsząd „dochodzą domagania się” o psychologów i higienistów psy­chicznych. Te oddolne potrzeby wymagają więc pilnego zaspokojenia, i to przez fachowców wyszkolonych inaczej niż wedle uniwersyteckich programów. Na postawie dokonanej diagnozy niedostatków szkolnictwa wyższego w przedmio­towym zakresie, w memoriale zawarto następujące postulaty:

 

—ponieważ podstawowe założenie ruchu higieny psychicznej wymaga ca­łościowego podejścia do człowieka, więc wykształcenie specjalistów w pełni rozumiejących tę ideę wymaga innego (niż uniwersytecki) programu studiów;

—program uwzględniający holistyczne podejście do człowieka powinien być skonstruowany z wzajemnie („wszerz i wzdłuż”) przenikających się przedmio­tów „przyrodniczo-lekarskich”, „humanistycznych” i „psycho-pedagogicznych”, z jednoczesnym uwzględnieniem dynamiki rozwoju człowieka oraz z nasta­wieniem na zajęcia praktyczne prowadzone w poradniach, klinikach i zakła­dach wychowawczych;

—ponieważ zarówno sam ruch higieny psychicznej, jak i zawód realizujący jego założenia są nowością, więc celem Szkoły jest umocnienie nowych dyscy­plin naukowych (np. psychologia kliniczna, patosocjologia) i przygotowanie nowych fachowców, tj. psychologów klinicznych, pedagogów leczniczych (kli­nicznych), psychologów szkolnych, doradców zawodowych (psychotechników), organizatorów i inspektorów pracy (psychologów pracy), lekarzy szkolnych oraz lekarzy higienistów psychicznych;

— ponieważ Szkoła prowadzi czteroletnio studia dla maturzystów oraz dwuletnie dla lekarzy i absolwentów uniwersyteckich wydziałów humani­stycznych, więc nie może być „wcielona w system żadnego z istniejących uni­wersytetów”;

— nawet gdyby podjęto usiłowania zmierzające do wcielenia Szkoły w struktury któregoś z uniwersytetów, byłoby to sprzeczne z odwiecznymi for­mami uniwersyteckiego kształcenia i wywołałoby liczne protesty i sprzeciwy (Materiały, 1946).

 

Mimo szczytnych zapowiedzi wstępnych i memoriałowych postulatów, sta­tut i program – również podpisane przez Mieczysława Michałowicza i mające stanowić podstawę do powołania (P)WSHP jako szkoły wyższej — zostały bar­dzo słabo przygotowane. Trudno nazwać je inaczej niż nieprzemyślanymi i ogólnikowymi, sporządzonymi naprędce, dosłownie „na kolanie” i w atmosfe­rze dojmującej pewności, że zostaną z góry zaakceptowane, gdyż stanowią jedynie konieczną „podkładkę” pod już powziętą decyzję. Odnoszę wrażenie, jakby ich (nieznani) autorzy – ujawniając pewną wyższość z powodu przeko­nania o niekwestionowalnej wartości sprawy — nie dopuszczali w ogóle możli­wości odmowy czy zwrotu dokumentów do poprawy wskutek ich negatywnej oceny przez ministerialnych urzędników.

 

Dokładna analiza dokumentów przekonuje, iż właściwie tylko Stefan Szuman (1889-1972) opowiedział się jednoznacznie za utworzeniem Szkoły. Uczynił to zarówno w piśmie (z 15 października 1946) skierowanym do mini­sterstwa oświaty, jak i w liście (z 18 listopada 1946) adresowanym do Stefana Baleya (1885-1952): „Jestem osobiście zdania, że Higiena Psychiczna jest rze­czą ważną, nie mieszczącą się dotąd w studiach uniwersyteckich […]. Sądzę też, że na osobną wyższą szkołę tego typu jest miejsce” (Materiały, 1945-1952a).

 

Spośród analizowanych dokumentów na szczególną uwagę zasługuje naj­bardziej obszerny, 14-stronicowy materiał, obejmujący historię dotychczaso­wych ocen PWSHP i WSHP. Sporządził go Stefan Baley w odpowiedzi na pi­smo (z 80 września 1946) dyrektora departamentu w ministerstwie oświaty, Stanisława Arnolda. Baley zamieścił tu także własną, negatywną opinię o Szkole wraz z jej uzasadnieniem. W materiałach archiwalnych dotyczących tej sprawy znajduje się ponadto przygotowany również przez Baleya – nie-datowany dokument bez tytułu i wskazówki co do jego przeznaczenia, napi­sany w bardzo ostrym tonie i zawierający jednoznaczne oskarżenia pod adre­sem Dąbrowskiego. Przypuszczam, iż jest to tekst z tego samego okresu, przy­gotowany w formie „głosu w dyskusji” dotyczącej losów Szkoły i wygłoszony podczas posiedzenia rady profesorów Wydziału Humanistycznego Uniwersy­tetu Warszawskiego (Materiały, 1946). Wyjątkowego „smaku” całej historii na­daje fakt, iż autor druzgocących opinii o Szkole był jej wykładowcą i corocznie bardzo chętnie godził się na prowadzenie zajęć z psychologii, każdorazowo informując o tym rektora Michałowicza w uprzejmych listach (Materiały, 1945-1952b).

 

Stefan Baley, który znał sprawę ruchu higieny psychicznej od chwili jego pojawienia się na terenie Polski, otrzymał do oceny owe byle jak przygotowane dokumenty, usankcjonowane podpisem rektora Szkoły. We wstępie do opinii z 13 października 1946 roku, Baley kulturalnie zaznaczył, że uznaje donios­łość ruchu higieny psychicznej i że ma jedynie zastrzeżenia co do sposobu realizacji jego założeń w Polsce. Ponadto zastrzegł, że jego krytyczna postawa nie dotyczy Mieczysława Michałowicza, którego podpis widnieje pod dokumen­tami przekazanymi mu do oceny. Wreszcie, z zaakcentowaną przykrością stwierdził, że w sprawie Szkoły wypowiada się już po raz czwarty. Jak można przypuszczać, po raz czwarty – negatywnie (tj. aktualnie, podczas wspomnia­nej rady profesorów UW, na naradzie u ministra oświaty i na spotkaniu pro­fesorów psychologii w Krakowie). Tę czterokrotność „zleceń” w tej samej spra­wie podsumowuje Baley podejrzliwie, lecz jakże trafnie: „Wygląda to niestety tak, jakby koncepcja stworzenia takiej szkoły, po utrąceniu jej w tej czy innej instancji wracała ciągle ponownie w niezmiennej zasadniczo postaci, jako coś co musi być [podkreśl., S. B.] zrealizowane. Otóż czy warto spierać się o powo­łanie do życia czegoś, co tak czy inaczej zaistnieć musi?’ (Materiały, 1946, s. 5).

 

Omówię teraz Baleyowskie argumenty przeciwko utworzeniu „Państwowej Akademickiej Szkoły Higieny Psychicznej” (nazwa postulowana przez władze Szkoły). Po pierwsze, proponowany zestaw przedmiotów pozostaje w luźnym związku z higieną psychiczną, przy czym wiodąca „higiena psychiczna” wystę­puje w programie tylko dwukrotnie (na 19 przedmiotów). Ponadto na ten przedmiot zaplanowano o wiele mniej godzin aniżeli na antropologię czy psy­chologię. Okazuje się też, że magisterium z higieny psychicznej może otrzymać nawet ten absolwent, który właściwie nie zapozna się ze specyfiką przedmiotu kluczowego dla celów kształcenia w (P)WSHP. Wystarczy bowiem, że wybierze ścieżkę psychologii pracy, której program ani nie zawiera higieny psychicznej, ani też nie przewiduje konieczności zdawania egzaminu z tego przedmiotu.

 

Po drugie, sprawą wysoce sporną pozostaje to, czy „higiena psychiczna” ma prawo mienić się odrębną dziedziną wiedzy, skoro jest definiowana bardzo ogólnie, tj. jako dyscyplina umożliwiająca poznanie człowieka jako całości psy­chofizycznej. A nawet gdyby tak było, to dlaczego w programie studiów bra­kuje jej subdyscyplin, za to pojawiają się różne subdyscypliny psychologii (na­wet tak dziwaczne, jak „psychologia wyrazu”).

 

Po trzecie, prawdziwym celem kształcenia w projektowanej Szkole wcale nic są higieniści psychiczni czy psychohigieniści, lecz psychologowie o nachy­leniu medyczno-pedagogicznym. Tymczasem od dawna o wiele lepiej przygo­towywani do pracy z ludźmi potrzebującymi pomocy i wsparcia są psycholo­gowie, lekarze i pedagodzy kończący uniwersytety i akademie. Ponieważ nie­trudno zauważyć, że program studiów Szkoły odpowiada nieco zmodyfikowa­nemu programowi opracowanemu przed wojną dla psychologii uniwersytec­kiej, więc można przypuszczać, że Szkoła jest istotnie nastawiona na kształce­nie jakichś „lepszych” psychologów niż absolwenci studiów uniwersyteckich. To przypuszczenie potwierdza zresztą lista zawodów, do wykonywania których uprawnia jej ukończenie. Chodzi o psychologów klinicznych, szkolnych, psy­chologów pracy i psychotechników. Absolwenci Szkoły mieliby także wykony­wać zawód lekarza szkolnego i lekarza higienisty psychicznego, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by takie stanowiska obejmowali kończący uniwersyteckie wydziały lekarskie. Podobnie zawód pedagoga „leczniczego” z powodzeniem mogą wykonywać absolwenci studiów pedagogicznych.

 

Po czwarte, opiniowana Szkoła stanowi poważne zagrożenie (w sensie konkurencji) dla UW, z którego mogą sukcesywnie „odpływać” zarówno wy­kładowcy, jak i studenci. Ci ostatni, jak przypuszcza Baley, będą opuszczać UW gdy się zorientują, że w Szkole łatwiej uzyskać zaliczenia z poszczegól­nych przedmiotów.

 

Po piąte, dotowany przez Fundację Rockefellera Instytut Higieny Psy­chicznej jest tak bogaty i świetnie wyposażony, że wspierana przez niego Szkoła wkrótce będzie przewyższała (pod względem stanu posiadania książek, testów i innych pomocy naukowych) wszystkie szkoły wyższe w Polsce.

 

Na zakończenie Baley postuluje, aby Instytutowi przyznać prawo organi­zowania kursów i szkoleń dla tych absolwentów studiów medycznych i psy­chologicznych, którzy byliby zainteresowani realizowaniem założeń ruchu higieny psychicznej. Wtedy uniknie się wszelkich (wskazanych w opinii) nie­bezpieczeństw i zagrożeń, głównie związanych z konkurencyjnością i dublo­waniem pracy uniwersytetów i akademii przez Szkołę.

 

Natomiast w drugim z przywołanych dokumentów autorstwa Stefana Ba­leya – obok powtórzenia już omówionych argumentów uzasadniających decy­zję odmowną w odniesieniu do propozycji utworzenia Szkoły — znajdują się poważne zarzuty pod adresem Kazimierza Dąbrowskiego (Materiały, 1946). Jednak i tu Baley najpierw (ingracjacyjnie) podkreśla słuszność idei i założeń ruchu higieny psychicznej oraz przyznaje, że w Polsce powinien działać odpo­wiedni instytut naukowy, który dbałby o wcielanie ich w życie. Jednocześnie od razu zaznacza, iż „idzie tylko o to, kto i jak ma go prowadzić” (s. 20). Wspomina, że swego czasu sam należał do rady IHP, której zaleceniom mial się Dąbrowski podporządkowywać. Ponieważ tego nie czynił, więc członkowie rady zrzekli się swych mandatów, „sądząc, że wobec postępowania kierownika instytucji nie mogą odpowiadać za jej funkcje” (s. 20). Natomiast on, na wy­raźne życzenie ministerstwa, podjął jeszcze jedną próbę „nadawania Instytu­towi pewnego kierunku jako jej doradca naukowy”. Jednak i tej funkcji musiał się zrzec, gdyż Dąbrowski nadal nie uwzględniał jego zaleceń i nieustannie dopuszczał panoszenie się „partactwa”.

 

W uzasadnieniu tak ostrej oceny Baley podał, iż naganne i niedopusz­czalne były następujące poczynania Dąbrowskiego oraz jego współpracowni­ków: (1) powoływanie niesprawdzonych osób na rodziców zastępczych (np. przypadkowych, niewyszkolonych i zacofanych wieśniaków); (2) zatrudnianie osób niekompetentnych na stanowiskach związanych z Instytutem (np. pielę­gniarek, których podstawową metodą wychowawczego postępowania z dziec­kiem jest „spuszczanie lania”); (3) otwieranie zakładów leczniczych bez ich uprzedniego wyposażenia w meble (np. brak łóżek w szpitalach) lub poradni bez zabezpieczenia potrzebnych metod badawczych.

 

Poza tym chodziło Baleyowi o nieuprawnione rozszerzanie działalności praktycznej i edukacyjnej przy niedostatecznych zasobach kadrowych oraz „bez porozumienia i autoryzacji ze strony Ministerstwa Oświaty, bez porozu­mienia z Uniwersytetem, a więc zarówno bez kontaktu z Wydziałem Lekar­skim, jak też z Wydziałem Humanistycznym” (s. 22). Za jednoznacznie kary­godny postępek Dąbrowskiego uznał pochopne uruchomienie Szkoły, a na­stępnie – gdy pojawiły się trudności z jej formalną akceptacją przez władze państwowe – zwrócenie się do niego z prośbą o prowadzenie zajęć, a nawet kierowanie tą placówką. Mimo że Dąbrowski spotkał się z odmową z jego strony i mimo że wiedział o konsekwentnie negatywnym stanowisku w tej sprawie, zajmowanym przez grono profesorów psychologii, radę profesorów UW, przez ministerstwo oświaty i przez niego, to nic sobie z tego nie robił i nadal prowadził rekrutację oraz zapewniał Szkole codzienne funkcjonowanie, a nawet podjął ekspansję studiów z zakresu higieny psychicznej w Łodzi, Kra­kowie, Lublinie i (prawdopodobnie) w Gdańsku.

Za przyczynę tak aroganckiej i lekceważącej postawy Dąbrowskiego wobec zdecydowanych protestów ze strony poważnych gremiów naukowych i znaczą­cych uczonych uznał Baley (przewrotnie, lecz z jawną pretensją) jego „ogromną przedsiębiorczość”: „[…] w zdobywaniu dla siebie środków i pomocy materialnej w kraju i za granicą. Pozyskał już dla siebie, jak twierdzi, pomoc Rockefellera i ma zapewnione subsydia w Szwajcarii. Kiedy będąc w Szwajca­rii zwracałem się do pewnych Towarzystw o natychmiastową pomoc dla Uni­wersytetu – dowiadywałem się, że różne rzeczy, które można było uzyskać na miejscu – dostał już Dąbrowski. Dziwiono się, że ja mam jeszcze jakieś preten­sje, bo sądzono, że właśnie przecież Dąbrowski jest uprawiony do przejmowa­nia tego, co jest przeznaczone dla Polski” (s. 23).

 

Baley dostrzegał także poważne niebezpieczeństwo w wyraźnym lekcewa­żeniu przez Dąbrowskiego postanowień ministerstwa oświaty, z jednoczesną akceptacją stanowiska ministerstwa zdrowia. Taką postawę zinterpretował jako oczywisty zamach na niezależność zawodu psychologa. Z całą mocą ak­centował, że: „Zawód psychologiczny musi być traktowany jako równorzędny z zawodem lekarskim, przy poszanowaniu wzajemnych kompetencji. Istnieją tendencje […], które ujawniły się […] także w wypowiedziach dyrektora In­stytutu Higieny Psychicznej Dąbrowskiego, zdążające do podporządkowania psychologa lekarzowi” (s. 24). Zatem za swój obowiązek uznał Baley nie tylko zajmowanie, lecz odważne demonstrowanie jednoznacznie negatywnego sta­nowiska wobec tego zamierzenia, traktując ów obowiązek jako równoznaczny z ochroną autonomii psychologii naukowej i zawodu psychologa. Dlatego nie­złomnie podkreślał, iż kształcenie psychologiczne nie może być ani okrojone na rzecz przedmiotów medycznych, ani przeniesione pod skrzydła ministerstwa zdrowia, gdyż takie działania doprowadzą do uzależnienia psychologów od lekarzy. Ten wątek swych rozważań zakończył bardzo ostro: „Jest rzeczą zna­mienną, że w studium Higieny Psychicznej w Warszawie zależnym bezpo­średnio od Ministerstwa Zdrowia, a nie Oświaty, dyrektorem jest lekarz, który nie jest nawet psychiatrą, a tylko lekarzem chorób dziecięcych. Niczego nie napisał, niczego nie dał w zakresie ani psychologii normalnej ani patologicz­nej, a przecież on upatrzony został na kierownika tej instytucji” (s. 25). Warto przypomnieć, że autor tych słów – zgodnie z pisemnymi deklaracjami — po­dobno nie miał najmniejszych pretensji do Mieczysława Michałowicza, o któ­rego chodzi w tej opinii.

 

W świetle udowodnionych i przypisanych Dąbrowskiemu oraz jego współ­pracownikom przejawów arogancji i lekceważenia opinii środowiska nauko­wego, jak również ujawnionych intencji podporządkowania psychologii medy­cynie, konieczna jest (zdaniem Baleya) głęboka reforma Instytutu, a już na pewno studiów prowadzonych przez tę placówkę. IHP nie powinien bowiem być instytucją „sobiepańską”, którą „kieruje jeden człowiek, bardzo przedsię­biorczy, bardzo oddany sprawie, ale o miernych zdolnościach i dość lichym wykształceniu zarówno w zakresie medycznym, jak i psychologicznym” (s. 25). Do tej druzgocącej oceny poziomu wiedzy, umiejętności i kompetencji zawodo­wych Kazimierza Dąbrowskiego dodał Stefan Baley śmiercionośną (bo rze­komo pochodzącą z kilku środowisk) informację, iż z ocenianym „dyrektorem” nie chcą pracować ani katedry psychologiczne, ani psychiatryczne. Generali­żując ich opinie podał, że projekt Dąbrowskiego w zakresie kształcenia psychologów został uznany za tak samo niewłaściwy, jak „[…] gdyby jakiś instytut psychologiczny chciał kształcić lekarzy, czy chociażby tylko felczerów” (s. 26).

 

*

 

Niewątpliwe zasługi Kazimierza Dąbrowskiego polegają na tak skutecznym rozpropagowaniu i wdrażaniu idei ruchu higieny psychicznej w międzywojen­nej Polsce, że zarówno one, jak i odpowiadające im instytucje przetrwały trudne czasy okupacji niemieckiej i sowieckiej (przynajmniej przez parę po­wojennych lat). Nie da się przecenić tego, co Dąbrowski i jego współpracownicy uczynili dla dzieci, młodzieży i dorosłych: chorych psychicznie, zneurotyzowanych, z zaburzeniami osobowości i trudnościami w zakresie funkcjonowania społecznego. Można także zrozumieć motywy, dążenia i plany Dąbrowskiego mające na celu kształcenie specjalistów przygotowanych do pełnienia opieki i wyprowadzania z życiowych zakrętów ludzi niechcianych, odrzucanych, wy­kluczanych — słowem — uznawanych za nieprzydatnych społecznie. Do realiza­cji takich dążeń i projektów uprawniały go zarówno sukcesy światowego ruchu higieny psychicznej, jak i własne doświadczenia. Miał przecież możliwość bez­pośredniego uczestnictwa w ruchu oraz kształcenia się w amerykańskiej szkole wyższej o psychohigienicznym profilu, a co ważniejsze – zyskał stałe poparcie ze strony silnych, wpływowych i bardzo majętnych fundacji i stowa­rzyszeń o międzynarodowym zasięgu. Dlaczego więc przegrał?

 

Niezależnie od tego, że w czasach stalinizmu przegrywali niemal wszyscy myślący i działający inaczej niż nakazywały tezy brutalnie egzekwowanej ide­ologii marksistowsko-leninowskiej, to w rozpatrywanym przypadku można się pokusić o odszukanie bardziej szczegółowych powodów porażki. Prawdopodob­nie sporo racji miał Stefan Baley, przypisując Dąbrowskiemu pewną dozę aro­gancji i nadmierną pewność siebie oraz nieliczenie się ze zdaniem osób uwa­żanych przez niego za nieznaczące, i to bez uwzględnienia ewentualności, że taka ocena mogła się okazać nietrafna. Wytknięte wady rzeczywiście mogły się ujawniać w postępowaniu Dąbrowskiego, gdyż zapewne doświadczał on poczucia niezwykłej mocy i wyższości z powodu stałego pozyskiwania funduszy niewyobrażalnych dla zwykłego profesora uniwersyteckiego oraz otrzymywa­nia innych dowodów stałego wsparcia ze strony fundacji i instytucji o między­narodowej sławie. Ponadto mógł liczyć na życzliwe układy z wysokiej rangi urzędnikami z ministerstwa zdrowia, oparte nie tylko na wieloletniej przy­jaźni, lecz również na pamięci o wymiernych korzyściach, jakie dzięki jego zabiegom zyskało polskie społeczeństwo i nauki medyczne.

 

Jednakże mimo po części uzasadnionej postawy wyniosłości i niezależności zajmowanej przez Kazimierza Dąbrowskiego, głównie wobec środowisk uni­wersyteckich i władz oświatowych, najwyraźniej się przeliczył i nie docenił „czerwonego” przeciwnika, a także zwalczających się sił wewnątrz Cyrankiewiczowskiego rządu. Nie mógł, co oczywiste, przewidzieć rychłego „zjednocze­nia” obu partii i utworzenia PZPR oraz zmarginalizowania roli innych organi­zacji politycznych, a konkretnie – Stronnictwa Demokratycznego, na którego ludziach tak polegał. Nie mógł także przewidzieć radykalnych zmian w rzą­dzie, jakich dokonano pod kontrolą sowietów. Ponadto zamiast zadbać o pra­widłowe i wspierające własne projekty relacje z ministerstwem oświaty oraz ze środowiskiem polskich psychologów, zlekceważył je i potraktował ich nega­tywne opinie na temat swych przedsięwzięć jako nieistotne. Mało tego – wbrew tym opiniom – nadal realizował własne projekty. Tym samym prowo­kował opiniotwórcze gremia do kolejnych wystąpień przeciwko sobie i swoim planom, jedynie pogłębiając zaistniały konflikt.

 

Aż nie chce się wierzyć, że mógł przypuszczać, iż psychologowie przejdą obojętnie obok całkowitej krytyki dotychczasowych programów kształcenia, obok propozycji „ukrytego” edukowania rzekomo „lepszych” psychologów, i to w szkole podległej ministerstwu zdrowia oraz milcząco zakładającej podpo­rządkowanie lekarzom zawodu psychologa. Nie chce się wierzyć, że mógł za­kładać, iż profesorowie psychologii pozytywnie ocenią byle jak przygotowany i hybrydowy – ni to medyczny, ni psychologiczny – projekt studiów, wewnętrz­nie spójny jedynie w części ściągniętej z przedwojennego programu studiów psychologicznych. Czy mógł pomyśleć, że środowisko psychologiczne nie do­strzeże, iż tak naprawdę różnica między absolwentami psychologii uniwersy­teckiej i wykładanej w (P)WSHP polega głównie na zmianie nazwy z psycho­loga na higienistę psychicznego?

 

Cokolwiek zaś sądzić o dwuznacznej postawie Baleya – jako chętnego pra­cownika (P)WSHP i zarazem jej niezłomnego krytyka – wobec sprawy Szkoły, to trzeba oddać mu sprawiedliwość, że walczył dosłownie jak lew o czystość zawodu psychologa, do którego powołania sam się wybitnie przyczynił (Rzepa, Dobroczyński, 2009). To prawda, że przesadził z demonstrowaną zazdrością o sławę i uznanie, o relacje z ministerstwem zdrowia, o rozległe kontakty, liczne podróże i ogromne dotacje zagraniczne, o które Dąbrowski umiał sku­tecznie zawalczyć i które potrafił udatnie wykorzystać. Jednakże – podobnie jak on – nie zdołał przewidzieć biegu wydarzeń i dał się wciągnąć ministerial­nym urzędnikom w grę „wzajemnego szczucia”, w której obie zantagonizowane strony wkrótce stały się wielkimi przegranymi.

 

 

BIBLIOGRAFIA

 

Beers. C. W. (1981). A mind that fund itself. Pittsburgh-London: University of Pitts-burgh Press.

Dain, N. (1980). Clifford W. Beers, aduocate for the insane. Pittsburgh: Univcrsity of Pittsburgh Press.

Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego 1915-1939. (1982). Red. A. Garlicki. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe.

Gawin, M. (2003). Rasa i nowoczesność. Historia polskiego ruchu eugenicznego (1880-1952). Warszawa: Neriton & Instytut Historii PAN.

Grzywak-Kaczyńska, M. (1974). Rola Wyższej Szkoły Higieny Psychicznej w szerzeniu zasad higieny psychicznej w Polsce. Zagadnienia Wychowawcze a Zdrowie Psy­chiczne, 10, 6, 30-36.

Healy, W., Alexander, F. (1935). Rools of crime: Psychoanalytic studies. New York: Knopf

Herczyński, R., Hcrczyńska, G. (2005). Psychiatria i neurologia w Polsce u progu okre­su stalinowskiego. Postępy Psychiatrii i Neurologii, 14, 4,1-VI.

Instytut Higieny Psychicznej (1937). Warszawa: Wydawnictwo Koła Przyjaciół Insty­tutu Higieny Psychicznej.

Kaluszko, J., Ajdacki, P. (2006). Otwock i okolice: przewodnik. Pruszków: Oficyna Wy­dawnicza „Rcwasz”.

Materiały Stefana Baleya (1946). Materiały i pisma w spr. zorganizowania Wyższej Szkoły Higieny Psychicznej w Warszawie. Archiwum Polskiej Akademii Nauk, 111-74.

Materiały Stefana Baleya. (1947). XXI Zjazd Psychiatrów Polskich w Lodzi i Kocha­nówce 24-26 V 1947. Archiwum Polskiej Akademii Nauk, 111-74.

Materiały Stefana Baleya (1945-1952a). Korespondencja wpływająca. Osoby i instytucje A-O. Archiwum Polskiej Akademii Nauk, TII-74.

Materiały Stefana Bałeya (1945-1952a). Korespondencja wychodząca. Osoby i instytucje A-Z. Archiwum Polskiej Akademii Nauk, TII-74.

Memoriał w sprawie Państwowej Wyższej Szkoły Higieny Psychicznej w Warszawie. (1946). Archiwum Polskiej Akademii Nauk. Materiały Stefana Baleya, 111-74, 1.

Osiński, H. (1973). Państwowa Wyższa Szkoła Higieny Psychicznej (1942-1952). Zdro­wie Psychiczne, 2, 99-107.

Państwowy Instytut Higieny Psychicznej. (1947). Warszawa |b.w.] [broszura].

 

Rybak, A. (2009). Higiena psychiczna. Rzeczpospolita, 11-12.07.

 

Rzepa, T. (1999a). O pierwszej szkole psychologii stosowanej – Wyższa Szkoła Higieny Psychicznej. Forum Psychologiczne, 4, 1, 88-100.

Rzepa, T. (1999b). Wyższa Szkoła Higieny Psychicznej – „gorsza” czy „lepsza” córka Psyche? Postępy Psychiatrii i Neurologii, 8, 213-225.

Rzepa, T., Dobroczyński, B. (2009). Historia polskiej myśli psychologicznej. Gałązki z drzewa Psyche. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Wiśniewski, Z. (2005). Kartki z Kroniki Izb Lekarskich (3). Odsunąć Michałowicza! Gazeta Lekarska, 5, 78-79.

Wyższa Szkoła Higieny Psychicznej [b.d.]. Kserokopia maszynopisu bez nazwiska au­tora, arch. prof. J. Kulczyckiego.

 

Źródła internetowe

 

Friedman, M. B. (2002). Clifford Bcers: The origins of modern mental health policy. The Mental Health News: www.mhawestchester.org/advocates/beers802.asp

Gawin, M. (2004). Wyłączyć typy skarlałe. Rzeczpospolita, 27 (03.07.04); www.rzeczpospolita.pl/dodatki/nlus_minus040703/plus_minus_a7.html

Gawroński, B. (1989). Nota biograficzna przygotowana do książki „W poszukiwaniu zdrowia psychicznego”; www.dezintegracja.pl/7-nota-biograficzna-przygotowana-przez-bohdana-ga Wrońskiego

Kaluszko, J. (2001). Powiat nieznany. Zobaczyć Wyraj. Dukaj i Zameczek. Linia Otwocka. Tygodnik Regionalny; www.linia.com.pl/index.php?d=17&w=158&p=02 (21.12.2009).


Artykuł ukazał się pierwotnie w PRZEGLĄD PSYCHOLOGICZNY, 2010, TOM 53, Nr 3, 345-362, Przedruk za zgodą autorki