Dobry człowiek - mądre myśli i niemądre czyny (eksperyment naukowy - Parodia i Prawda) - Dezintegracja Pozytywna
Dezintegracja Pozytywna > Askeion > Dobry człowiek – mądre myśli i niemądre czyny (eksperyment naukowy – Parodia i Prawda)

Dobry człowiek – mądre myśli i niemądre czyny (eksperyment naukowy – Parodia i Prawda)

Dr hab. Tadeusz Kobierzycki – Instytut Ego-Analizy Askeion – Ekspertyzy – Warszawa 2013

Istnieje duża różnica i rozbieżność w działaniu ludzkiego umysłu i uczuć, jak pokazuje książka Philipa Zimbardo „Efekt Lucyfera”.

Foto: CocteauBoy / Foter.com / CC BY-ND

Wstęp 

Istnieje duża różnica i rozbieżność w działaniu ludzkiego umysłu i uczuć, jak pokazuje książka Philipa Zimbardo Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło? (tłum.- A. Cybulko, J. Kowalczewska, J. Radzicki, M. Zieliński Warszawa 2007/2010). istnieje duża rozbieżność w działaniu ludzkiego umysłu i ludzkich uczuć. Ich pozytywna i negatywna rola w poznaniu jest zastanawiająca. Zabarwienie emocjonalne formuje, deformuje lub reformuje strukturę spostrzeżeń, służy ich indywidualizacji, marginalizacji lub totalizacji. Dzięki niemu instrukcje, nakazy i zakazy przyjmują postać języka życzeń lub gróźb, tworząc rodzaj jawnych lub ukrytych rozkazów. Zwykła ekonomia emocjonalna skłania jednostkę do wybierania rozwiązania bezpieczniejszego i bardziej gratyfikującego. Jednostki, które czynią odwrotnie, są uznawane za nierozsądne, niedorozwinięte, naiwne, głupie itp.

Polski filozof Henryk Elzenberg (1887–1967) tekst Powinność i rozkaz opublikował w „Pracach IX Międzynarodowego Zjazdu Filozofii” (Paryż 1937), a następnie w „Przeglądzie Filozoficznym” (1938) z którego tu korzystam. (por. H. Elzenberg, Powinność i rozkaz, Odbitka z Rocznika XLI Przeglądu Filozoficznego, Warszawa 1938). Szkoda, że psychologowie, pedagodzy czy politycy nie znają tego tekstu, wtedy nie musieliby, jak Zimbardo, pisać wielkiego tomu o problemie, któremu wystarczy kilka stron refleksji o imperatywizmie, czy hedonizmie. Wtedy okazałoby się, że. „dobry” profesor Zimbardo i „zły” student – to jedność, która spaja w sobie zło i dobro. Tę „jedność” tworzy się przez wprowadzanie pojęć nadrzędnych typu: Dobro i Zło, Idea i Nauka czy Absolut i Bóg.

Na tekst Zimbardo można spojrzeć z wielu perspektyw, np. ontologicznej i wtedy opis i analiza wydają się chybione, albo z perspektywy behawioralnej czy psychobiologicznej, wtedy ma ona znaczenie niekompletnego dokumentu działania „naukowego”. Może być traktowany jako materiał do analizy zachowań sterowanych przez potrzeby znaczenia, władzy, czy przyjemności (więcej przyjemności niż przykrości), czy też jako materiał dotyczący działania rozkazu, zobowiązania, kontraktu, który redukuje wybór behawioralny i moralny do rachunku małych dóbr, a te w ogólnym rachunku przynoszą złe efekty, w skali większej, niż poszczególne dobra.

Zatrzymam się na analizie kategorii i problemie powinności w kontekście rozkazu (czy jak w tym przypadku rozkazu wpisanego w kontrakt profesora ze studentami „zakupionymi” za parę dolarów do własnego eksperymentu).

Eksperyment więzienny Philipa Zimbardo jest w USA kontynuowany poza akademickim laboratorium, na skalę techniczną i przemysłową, przestrzeń publiczna, jest tam definiowana jako „dobro publiczne”, i poddana totalnej kontroli, jest więc „bardziej rzeczywista”, niż rzeczywista przestrzeń więzienna. Bez potrzeby liczenia się z zasadą rzymskiego prawa publicznego, na którym opierają się ustroje demokratyczne Europy, bez potrzeby domniemania niewinności, bez potrzeby zakładania, że ludzka natura jest dobra. Te projekty przyjmują założenie, że jest odwrotnie.

Antynomie powinności – rozkaz i wybór, wolność i przymus

Teoria powinności to projekt analizy zachowań, wspartych nie tylko emocjami czy intelektualnymi projektami, ale także zachowań podejmowanych według tego, co należy robić, a czego unikać, w zależności od przyjętej hierarchii dóbr i wartości, które je promują lub eliminują. Można uznać, że:
1) Treść instrukcji badawczej, czyli nakazu, jest identyczna z treścią faktycznie wydanych poleceń, które przyjmują postać rozkazów, sugestii, reguł lub przepisów, których nie można nie wykonać.
2) Powinność jej realizacji jest oparta na zasadzie „posłuszeństwa czystego” występującego w ramach systemów wychowawczych i społecznych, które kreują ład w stosunkach międzyludzkich.
3) Razem jest to rodzaj zakontraktowanego przymusu, który tworzy podstawy filozoficzne imperatywizmu (i konsekwentnie imperializmu). Jest on często ukryty, emocjonalnie zneutralizowany, do momentu gdy zaczyna obowiązywać i musi być realizowany.

Pojęcie rozkazu i problemy imperatywizmu

Pojęcie rozkazu znane jest w etykach heteronomicznych i autonomicznych, można wyróżniać imperatywizm heteronomiczny i imperatywizm autonomiczny (np. w sensie przenośnym także u Kanta). Jak sądzi Henryk Elzenberg, imperatywizm ma sens tylko w etykach heteronomicznych (osobiście uważam, że nie tylko). Rozkaz zawsze pochodzi z zewnątrz (instrukcja, polecenie, prośba itd.). Jednak „faktycznie imperatywista lubi czasem takie nieuchwytne prześlizgiwania się z jednego z tych stanowisk, w drugie lub w trzecie, i takie to niezauważone prześlizgnięcia mogą czasem nadać jego wywodom niejaki pozór siły” (H. Elzenberg 1938, s.4) . Ta własność „ześlizgiwania się” niejasnych poleceń w niejasne sytuacje ma miejsce w procedurze Zimbardo.

Impertywizm oparty na identyfikacji działań z rozkazem

1. Powinność to może być rozkaz, a więc zdanie rzekomo stwierdzające powinność lub zobowiązanie oparte na „wolnym kontrakcie” jest po prostu rozkazem, „którego samo tylko słowne sformułowanie straciło swój charakter imperatywny. «Powinieneś to zrobić», znaczy tyle, co «zrób» to; wezwanie typu «zrób to» należałoby rozumieć nie jako prośbę czy wezwanie, ale wyraźnie i niedwuznacznie jako właśnie rozkaz” (H. Elzenberg 1938, s.5).

2. Rozkaz to może być polecenie, które dotyczy zachowania przyszłego, zwraca się bezpośrednio lub pośrednio do kogoś, od kogo rozkazodawca wymaga określonego zachowania. Jednak, gdy powinność i rozkaz są utożsamiane, warunki te nie są spełnione. Bez zmiany w znaczeniu wyrazu „powinien” stwierdzają bowiem powinność w przeszłości. Tak dzieje się często w praktykach narzucania jakiegoś wymogu prawnego, który nie powinien, ale może działać wstecz. W praktykach prawnych popełnia się nieraz ten „błąd” świadomie, aby szantażować emocjonalnie lub mentalnie oskarżać kontrahentów o jakieś przestępstwo czy wykroczenie przeciw przyjętym rzekomo zobowiązaniom.

3. Utożsamianie rozkazu i powinności powoduje, że treść tak ukrytego rozkazu i jego źródło nie są możliwe do zidentyfikowania, a konkretna osoba, która go wykonuje, nigdy albo prawie nigdy przed zawarciem kontraktu (także badawczego), o jego istnieniu lub wypowiedzeniu się nie dowie.

4. Elzenberg uważa, że taki rodzaj powinności nie może być (lub raczej nie powinien być) sformułowany w formie słownego rozkazu, gdyż byłaby to błędna teoria powinności, choć wiele osób może ją uznawać za obowiązującą i na podstawie błędnego domysłu ją realizować.

5. Bezprawny wymóg „domyślania się” treści, jakie ktoś przedstawił w sposób niezrozumiały, zaszyfrowany, przewrotny lub kłamliwy, jest spotykane często na przykład w kontraktach mających na celu osiąganie nieuprawnionych korzyści i ponoszenie nieuprawnionych szkód. Podobna praktyka miała miejsce w eksperymencie naukowym Zimbardo, którego uczestnicy nie znali ukrytego planu działań, a w który nieświadomie wchodzili i potem z przymusu finansowego realizowali, wchodząc w konflikt poznawczy i moralny z samym sobą i z innymi.

Imperatywizm słaby lub mocny, dynamika powinności

1. Sąd o powinności może być sądem stwierdzającym jakiś rozkaz i jego zwykły wariant wyrażony w sformułowaniu słownym tego sądu. Może być to rozkaz, wydany przez „byle kogo” (H. Elzenberg 1938, s.6-7) . Wtedy „powinieneś” znaczyłoby, że coś „jest ci nakazane”. Ale rozkaz i powinność jawią się tu jako polecenie bez podmiotu, bez decyzji albo bez wykonania. W przypadku eksperymentu Zimbardo obserwujemy ewolucję działań uczestników, bowiem wykonawcy roli strażników narzucają swoją postawę kolegom, grającym role więźniów. Podmiot zdefiniowany jako więzień staje się płynny, amorficzny, znika. Podmiot zdefiniowany jako strażnik pęcznieje, zdwaja się, mnoży. W pewnym momencie eksperyment traci określony zakres podmiotowy, a gra toczy się tak, jakby była zaprogramowana przez „byle kogo”.

2. Rozmaite rozkazy, traktowane jako równie ważne, stają się szybko sprzeczne, np. gdy dane zachowanie i jego przeciwieństwo stają się tak samo ważne. Niknie ich właściwy podmiot, a ktoś, kto je wykonuje, traci swoją pierwotną podmiotowość. Powinność staje się względna, może być traktowana jako rozkaz, np. w sytuacji niepewności, lub jako powinność, która staje się domyślna. Wtedy gra toczy się o to, jak rozkaz zmienić w powinność lub powinność w rozkaz i ją odpodmiotowić (lub dalej uprzedmiotowić), czyli znieść lub zmodyfikować za jej realizowanie własną odpowiedzialność.

3. Projekt Zimbardo może być częściowo usprawiedliwiony przez teorię relatywistyczną, która w praktyce usuwa powinność lub rozmienia ją na „drobne”, niekoherentne refleksy powinności. To zaś aktywuje działanie mechanizmów obronnych, które zmieniają sens eksperymentu, jego treścią staje się „kopanie prądem” kolegów. Wzmacnianie dawek prądu traktowane jest jak wzmacnianie substytutów sensu. Zimbardo jako psycholog nie zakładał, że zachowania studentów będą się rozgrywały w oparciu o ich własne sądy o powinności.

4. Jak zauważył Elzenberg, w takich sytuacjach mogłyby się pojawić „sądy stwierdzające rozkazy rozkazodawcy uprzywilejowanego”, (H. Elzenberg 1938, s. 5), czyli kogoś takiego jak prof. Zimbardo. Jego oparte na kontrakcie rozkazy zamieniły się jednak w procedury ich obrony lub destrukcji przez studentów, którzy zdezintegrowali źle sformułowane założenia poznawcze lub psychologiczne eksperymentu.

Pojęcie uprzywilejowanego rozkazodawcy

1. W badaniach naukowych ich kierownik staje się często „uprzywilejowanym rozkazodawcą”. Może nim być także hipostazowane państwo, grupa społeczna czy jakaś jednostka uznana za „wyjątkową”, np. mędrzec, prorok, kapłan, pomazaniec, wódz polityczny, wybraniec, nauczyciel, juror, egzaminator, selekcjoner, Absolut czy Bóg. Wyrażenie typu „powinieneś” i „powinienem” znaczyłoby dla człowieka wierzącego polecenie typu „X czy Y ci każe”. Psychologiczna nierozłączność tych wyrażeń nie pociąga za sobą tożsamości ich treści. Jest to rodzaj tautologii typu: „Bóg każe ci czynić to, co Bóg każe ci czynić” (H. Elzenberg 1938, s.6) Nie jest to powinność, a jedynie podwójna sugestia.

2. W umyśle imperatywisty powinność (albo sugestia) i rozkaz są to dwa przekonania nierozłączne. Wystarczy, aby zdanie: „Bóg (lub jakiś X – inny uprzywilejowany rozkazodawca) mi każe” stanowiło rację zdania: „powinienem” i żeby stosunek racji i następstwa był ujmowany w szybkim akcie myślenia. Wystarczyłoby, żeby imperatywista był w stanie wycofać się z tego typu rozumowania, aby jego założenie było nie do przyjęcia, a teoria stała się nieprawdziwa. W eksperymencie Zimbardo mamy do czynienia z nieadekwatnym utożsamieniem kierownika projektu naukowego z przywódcą o cechach nadprzyrodzonych.

3. Rozkazodawca uprzywilejowany dysponuje siłą, która jest jedną z doskonałości albo doskonałością samą – najdoskonalszy, czyli jednocześnie najsilniejszy może ukarać adresata rozkazu na wypadek odmowy, budząc w nim uczucia lęku, poddania itp., których całość stanowi „poczucie powinności” (H. Elzenberg 1938, s.6) .

4. Genetyczna teoria „poczucia powinności”, a nie powinności samej, jest powszechna, ale nieścisła. W przypadku eksperymentu Zimbardo dowiadujemy się, jak błędne czy negatywne „poczucie powinności” zostało wyzwolone i zrealizowane, co skutkowało przyspieszonymi procesami psychiatryzacji lub kryminalizacji zachowań niektórych jego uczestników.

Imperatywizm oparty na sile działania słusznego rozkazu

1) Imperatywizm może być oparty na sile działania słusznego rozkazu. „Wszelką powinność tworzy zawsze jakiś rozkaz; albo: ilekroć coś powinieneś, to dlatego, że ci to jest nakazane. Tak jak w koncepcji poprzedniej, i dla tych samych powodów”. (H. Elzenberg 1938, s. Elzenberg wyklucza uzasadnienie powinności oparte na rozkazie „byle kogo” lub na poleceniu rozkazodawcy uprzywilejowanego. W tej hipotezie zakłada się, że powinność stwarza słuszność rzeczy nakazanej, a nie rozkaz. A zatem jest to teoria nieimperatywistyczna.

2) Polecenia rozkazodawcy (X) uprzywilejowanego stwarzają rozmaite powinności, a rozkazy innych (Y, Z) nie. Jest tak, bo:
• X nakazuje zawsze to, co słuszne (w tej hipotezie nie rozkaz stwarza powinność, ale słuszność nakazu, a więc nie jest to zachowanie imperatywistyczne);
• X jest najlepszy lub najdoskonalszy spośród innych rozkazodawców (ta hipoteza sprowadza się do pierwszej albo jest imperatywistyczna z pozoru);
• X jest najsilniejszym rozkazodawcą (teza ta sprowadza się do drugiej lub w innych interpretacjach jest pozorna, nie jest teorią powinności i nie jest imperatywistyczna).

3) Idea słusznego rozkazu zakłada doskonałość rozkazodawcy (najlepszy lub najdoskonalszy). Taki rozkazodawca może nakazywać tylko to, co jest słuszne. Nie może nigdy nakazywać tego, co niesłuszne. Imperatywista może czynić jedno i drugie.

Według egzystencjalnego psychiatry Kazimierza. Dąbrowskiego (1902–1980) można wyróżnić cztery psychologiczne i kulturowe przyczyny wzmacnianie ludzkiego zła (K. Dąbrowski, Elementy filozofii rozwoju, Warszawa 1989):

• bicie małego dziecka (zawsze)
• więzienie i skazywanie bez sprawiedliwego sądu (zawsze),
• stosowanie tortur (zawsze)
• zabijanie człowieka (z wyjątkiem bezposredniej obrony własnego życia).

Te procedury psychiatryzują lub kryminalizują zachowania ludzkie, przedkładając idee i procedury bezpieczeństwa nad idee i procedury wolności. Dziecko nie może być złe z natury, nawet jeżeli jest uszkodzone fizycznie lub psychicznie, nie można bić w celach naprawczych, bo bicie skutkuje dalszym uszkodzeniem systemu adaptacji obrony i rozwoju jednostkowego. Tortury nie mogą być uznane za dobre, nawet wtedy, gdy mają służyć jako metoda naprawiania osobowości człowieka chorego, obcego, wroga lub przestępcy; etykietowanie i penalizowanie zachowań kryminalnych ma zawsze tylko charakter paraobronny, pseudoadaptacyjny, a nie rozwojowy.

Ważniejsze jest racjonalne różnicowanie zachowań niż ich psychiatryzowanie, kryminalizowanie, demonizowanie i karanie. Opieranie organizacji życia jednostkowego i społecznego na lęku jest zawodne. Idee pluralizmu i indywidualizmu antropologicznego Arystotelesa wydają mi się ważniejsze niż monistyczna, eugeniczna i totalistyczna antropologia Platona i wyprowadzane z niej idee doskonałości ludzkiej istoty, które wydają się ważniejsze dla amerykańskiej psychologii politycznej.

Odwracanie efektu Lucyfera za pomocą detektorów „złego zachowania”
Eksperyment Zimbardo można wpisać w amerykański syndrom psychologii politycznej, która dopuszcza prewencyjne lub profilaktyczne śledzenie „złych zachowań” już nie tylko przez rodziców, nauczycieli czy funkcjonariuszy publicznych – policjantów różnego rodzaju, wojskowych, sędziów czy kapłanów różnych wyznań, strażników nowych idei, amatorów i hobbystów dobrych idei i złego zachowania. Do ich kontroli zostały włączone urządzenia techniczne, technologia, która ma wypłoszyć przestępców z miejsc publicznych, ale nawet z ich domów i miejsc pracy. A nawet z ich własnych myśli. By zanim ludzie pomyślą lub zrobią „coś złego”, namierzyły ich kamery i detektory „złych intencji”. Rośnie miliardowy biznes oparty na idei śledzenia „dobrego/złego zachowania”.

Zarejestrować „przestępstwo” potrafi każda kamera. Sztuka polega na tym, by zarejestrować zachowanie wskazujące na zamiar popełnienia takiego czynu – powtarza John Frazzini, były agent specjalny FBI, później detektyw prowadzący dochodzenia na zlecenie amerykańskiego Senatu. Dziś jest szefem firmy Behavioral Recognition Systems (BRS Labs), która za 2 mln dolarów ma wyposażyć San Francisco w system monitoringu. Objąć ma on na początek 12 stacji metra. Na każdej zostaną rozmieszczone 22 kamery przesyłające sygnał do centralnego komputera wyposażonego w sztuczną inteligencję.

Przewaga nowego systemu nadzorczego nad setkami innych wykorzystywanych na świecie jest taka, że do minimum ogranicza on udział człowieka. Analizą obrazu zajmuje się maszyna sterowana siecią neuronową. Obserwuje ona ludzi i na podstawie analizy ich zachowania „przewiduje”, czy zamierzają popełnić przestępstwo. Jeśli uzna, że dzieje się coś podejrzanego, ma postawić na nogi strażników. Ci zajmą się nieszczęśnikiem, który podpadł komputerowi.

Ten system „inteligentnego”, a gruncie rzeczy kryminalizującego ludzkie zachowania monitoringu nazywa się AISight i jest chroniony ponad 50 patentami. Podczas dorocznych targów Counter Terror Expo w Londynie AISight otrzymał główną nagrodę. Kamery potrafiące rozpoznać osobę, która dopiero zamierza zdetonować bombę lub ukraść portfel, zrobiły furorę wśród policjantów i przedstawicieli służb bezpieczeństwa.

Aby zawczasu zidentyfikować wrogie intencje „złych ludzi”, niepotrzebne są eksperymenty naukowe naiwnego profesora, ale kamery, mikrofony, detektory mierzące na odległość (za pomocą mikrofal) rytm serca, urządzenia optyczne śledzące ruch gałek ocznych i kamery na podczerwień rejestrujące zmiany temperatury skóry na policzkach. Nagły wzrost tętna, rumieniec na policzkach czy też obfity pot na czole mogą wkrótce stać się okolicznościami obciążającymi podczas kontroli na lotnisku. Być może takie urządzenia wkroczą także do sądów, tak jak archaiczny już dziś „wykrywacz kłamstw”.

Współczesne technologie umożliwiają urządzeniom wrzucanie do baz biometrycznych: fotografii twarzy, odcisków palców, skanów tęczówek i próbek głosu. Na ich podstawie rozmaite „służby porządkowe” będą od razu wiedziały, z kim mają do czynienia. Według raportu Homeland Security nabywcy takich technologii, które wprowadzają nas w okres inwigilacji „dobrego/złego zachowania” ludzi, gotowi byliby już teraz wydać 750 mln dolarów. A w 2016 r. wartość zamówień może sięgnąć 3,2 mld dolarów.
Firma BRS Labs, która w 2005 r. powstała na fali troski o „dobro obywateli” (czyli bezpieczeństwo powszechne), założyła swoje filie w Londynie, Barcelonie, Sao Paulo i w innych miastach. Jej urządzenie po zainstalowaniu przez kilka pierwszych tygodni rejestruje dokładnie otoczenie. Wszystko, co znajdzie się w jej polu widzenia, jest analizowane i zapamiętywane przez sztuczny mózg. Do jego pamięci trafiają informacje o obiektach, przedmiotach, kształtach, kolorach. Zapamiętuje, z jaką średnią prędkością i w jakim kierunku przemieszczają się pojazdy na ulicach czy też ludzie poruszający się po centrum handlowym lub lotnisku.

Dopiero gdy owa „maszyna” zaznajomi się z otoczeniem, przystępuje do nadzoru. Jego uwagę przykuwa każda sytuacja, która odbiega od zapamiętanej normy. Wtedy reaguje. Podnosi alarm, gdy ktoś postawi torbę w miejscu, w którym nigdy wcześniej to się nie zdarzało, albo gdy zauważy człowieka, który nagle zaczął biec, przedzierając się przez tłum. Oczywiście nie potrafi ocenić, czy jest to spóźniony pasażer, czy też kieszonkowiec. Wyjaśnienie tego pozostawi zaalarmowanym służbom.

Pojedyncza kamera tej firmy potrafi śledzić i analizować równocześnie 300 nietypowych zdarzeń. Takie inteligentne maszyny wyposażone w sieci neuronowe są dokładniejszymi i uważniejszymi obserwatorami aniżeli ludzie. System AISight opracowano głównie po to, by miał na oku potencjalnych terrorystów, ale można go wykorzystać do bardziej przyziemnych celów, np. monitorowania prób omijania bramek w metrze. Łamiącego prawo delikwenta łatwo będzie zidentyfikować i ukarać mandatem.

BRL Labs nie chwali się, gdzie dokładnie pracują jej urządzenia. Większość klientów sobie tego nie życzy. Ze strony internetowej można się dowiedzieć, że mniejsze zestawy, składające się z kilku kamer i obsługiwane przez wcześniejsze wersje systemu AISight, pracują w wielu krajach świata. Zainstalowano je w niektórych muzeach, parkach rozrywki, obiektach turystycznych, portach, obiektach wojskowych i budynkach rządowych. Cel jest zawsze ten sam: w ułamku sekundy mają zidentyfikować podejrzanie zachowującego się obywatela.

Zakończenie

Eksperyment więzienny Zimbardo ukazuje trudności w realizowaniu kontraktu badawczego, w którym powinność jest traktowana jak rozkaz wymuszający reakcje powinności, choć inne są ich podstawy psychologiczne, semantyczne, syntaktyczne, logiczne czy prawne. W wielu wskazanych tu przypadkach zatraca się samo rozumienie „kontraktowej powinności”. Jest ona najczęściej mieszana z powinnością moralną, ale nie spełnia jej postulatów. Częściej „powinność kontraktowa” spełnia postulaty psychologiczne, oparte na zjawiskach obrony psychologicznej lub psychologicznej agresji, czy na zjawiskach ekonomii zachowań, a nie na zjawiskach typu etycznego.

Osoby poddane procedurom „powinności kontraktowej” poddane są nie tylko naciskowi intelektualnemu, ale także naciskowi semantycznemu, emocjonalnemu lub ekonomicznemu. Reagują więc w sposób obronno-agresywny (kryminalizacja zachowań) lub obronno-regresywny (psychiatryzacja zachowań), w którym najważniejsze jest to, co zasługuje na miłość, szacunek i uwielbienie, a najgroźniejsze to, co im przeczy. W takiej sytuacji sam obowiązek lojalności semantycznej i emocjonalnej wobec „przywódcy badań” staje się ważniejszy od lojalności semantycznej i emocjonalnej wobec kolegów biorących udział w eksperymencie „po drugiej stronie”. Taka lojalność oznacza jednak niekiedy włączenie mechanizmów obronnych opartych na identyfikacji projekcyjnej i autodestrukcji.
Jeżeli rozkaz został tu faktycznie wydany, nie odgrywa żadnej roli jako rozkaz, ale jako jeden ze środków ujawniania specjalnego życzenia lub woli.

Nie jest to koncepcja imperatywistyczna, według której „powinność jest wytworzona przez rozkaz”, tym, co tu tworzy powinność, jest wola albo życzenie Doskonałego, „niezależnie od faktu, czy ta wola lub to życzenie ujawniły się w rozkazie” (H. Elzenberg 1938, s. 8). Obowiązek czynienia tego, co nam kazano, wynika, nie z rozkazu samego, ale z zastosowania ogólniejszej zasady hedonistycznej, w jej postaci negatywnej („unikać cierpienia”). Nie zawsze rozkaz tworzy powinność, a powinność może być poznana nie tylko na drodze rozkazów (ad extra).

Według Elzenberga, dwie pierwsze koncepcje imperatywistyczne powinny być odrzucone, bo są błędne. Trzecia jest pozornie imperatywistyczna. Jeden pogląd jest idealistyczny, dwie kultowe, jedna teoria psychologiczna.

Powinność może mieć charakter domyślny albo projekcyjny, fantazjowany. Traktowanie rozmaitych sugestii jako rozkazów jest nieuzasadnione, bo ich podstawy znajdują się w intuicjach i sprzężonych z nimi kultowych zachowaniach oraz w ukrytych nielogicznych założeniach, które są wykorzystywane w niejasnych poznawczo i moralnie celach. Źle lub niejasno zdefiniowane cele badań i eksperymentów naukowych przynoszą więcej moralnych szkód niż poznawczych pożytków.

W związku z tym zasada wolności jest zastępowana przez zasadę bezpieczeństwa. Eliminuje ona potrzebę osobistego treningu w zakresie wyboru i wolności, samodzielnego rozpoznawania dobra i zła. Niszczy zdolność do czujności moralnej, zależnej od osobowości człowieka zastępując ją czujnością maszyn przeznaczonych do jego totalnej inwigilacji .

Słusznie stawia się dziś bariery moralne tego typu projektom, powołując do działania komisje lub komitety bioetyczne w naukach przyrodniczych, kto wie, czy nie powinno się powoływać się dziś „komitetów technoetycznych” i uruchomić ich działanie także w naukach społecznych i humanistycznych. Uwagi polskiego filozofa Henryka Elzenberga sprzed 75 lat są nadal ważne dla projektowania i oceny zachowań ludzkich. Być może, gdyby Filip Zimbardo je znał, inaczej przeprowadził i opisał swój amerykański „więzienny eksperyment”.

Być może jednak ten projekt zostałby zlekceważony lub sparodiowany, tak jak sparodiowany został projekt badawczy Zimbardo, przejęty i przekształcony przez państwo lansujące militarny model kontroli i definiowania tego, co dobre i złe. W ten sposób dokonał się powrót do eugenicznej idei Platońskiej, w której strażnikiem dobra miał być rozum, a tu jest nim tylko „rozum militarny”, który tworzy dziś jego własną parodię. Arystoteles „przewraca się w grobie”.

Autor: Tadeusz Kobierzycki – Instytut Ego-Analizy Askeion – Ekspertyzy – Warszawa 2013

Druk w: Anna Drabarek, Zbigniew Król (red. naukowa), Efekt Lucyfera w perspektywie naukowej , Wyd. Akademia Obrony Narodowej Warszawa 2013, s. 40-58 [ISBN 978-83-7523-284-4]